Wydawnictwo 
Książki 
Artykuły 

Informacje 
Artykuly 
 
Lectorium Rosicrucianum
Lectorium Rosicrucianum Rosekruis Pers Aktywności
  TEKSTY -> PENTAGRAM -> Elementale ludzkiej sfery aurycznej  

ELEMENTALE LUDZKIEJ SFERY AURYCZNEJ

Wśród zainteresowanych naukami ezoterycznymi znajdzie się niewielu takich, którzy nigdy nie słyszeli lub nie czytali o "Strażniku Progu". Jest to elemental, którego w sposób wyraźnie rozpoznawalny każda istota ludzka nosi w swojej sferze aurycznej oraz który został stworzony w mikrokosmosie w jego kolejnych ziemskich żywotach i też przez mikrokosmos był i jest utrzymywany.

     Elemental ten jest żywym ucieleśnieniem całego zła popełnionego przez ludzką istotę. Utrzymuje się on przez nakłanianie swojego stwórcy do permanentnego czynienia zła, ponieważ prądy auryczne wytworzone przez zło są jego pożywieniem.
     Ponadto, dobrze znane opowieści mówią nam, że gdy uczeń wstępuje na ścieżkę, gdy zaczyna oczyszczać swoją sferę auryczną i sprawia, że prądy auryczne podążają za boskimi prawami tworzenia, to oczywiście powoduje tym kryzys we własnym systemie. W tym kryzysie ma miejsce cielesna konfrontacja pomiędzy uczniem a elementalem zła, który robi wszystko co w jego mocy, by zmusić swojego "żywiciela" do powrotu do starego życia, gdyż uważa swoje istnienie za zagrożone.
     Poza tym, pradawne legendy informują nas, że zwycięstwo w dziewięciu przypadkach na dziesięć odnosi Strażnik. Rozumiemy, że taki elemental faktycznie jest przeciwnikiem, który w zagrożeniu swojego życia, w aurycznym dążeniu do zachowania "ja", zagradza przejście do promiennego, innego życia. Jak tylko uczeń zniszczy tego elementala, będzie mógł przekroczyć bramę do innego królestwa.

Niepełny obraz przeciwnika

     Powyższe jest tym, co przekazują nam opowieści i legendy, a my nie chcemy im zaprzeczać. Jednakże odnajdujemy w nich, jak to się tak często zdarza w literaturze ezoterycznej, bardzo niepełną, a przez to niebezpieczną pół-prawdę. Strażnik Progu został stworzony przez mentalną aktywność dialektycznej świadomości -ja i utrzymywany jest przez czyny pochodzące od tej świadomości-ja.
     W rezultacie uczeń powinien skupić całą swoją uwagę na twórcy tego monstrum zła, gdyż powinniśmy postrzegać pojawienie się takiego elementala jako skutek naszych czynów! Sposób, w jaki ludzka istota stara się uciec przed konsekwencjami swoich błędów jest powierzchowny, bardzo nienaukowy i wysoce nieinteligentny. Jeśli chcecie wznieść się ponad wszelkie cierpienie, smutek i troski, trzeba byście usunęli ich przyczyny. Dlatego musicie sobie jasno uświadomić błędy zawarte w opowieściach i legendach wspomnianych powyżej.
     Wyobraźcie sobie ucznia, który powodowany świadomością-ja próbuje uciec przed skutkami działalności swojej świadomości, aby potem, oczyszczony, z błogim uśmiechem na twarzy wejść do wyższego życia. Nikomu to się jeszcze nie udało - może pozornie, ale nie w rzeczywistości. Taki pseudo-uczeń może utrzymywać swoje mistyfikacje przez długi czas. Może on, mając nawet najlepsze intencje, zwodzić samego siebie i innych, lecz nie będzie zdolny mieć udziału w nowym życiu.
Mikrokosmos jest otulony makrokosmosem
Utriusque Cosmi, Robert Fludd (1617)

     Taki pseudo-uczeń może wręcz rozpocząć "inne życie", ponieważ tak jak rzymski bóg Janus, dialektyczne jądro świadomości ma dwa oblicza: może on rozwinąć dwie aktywności swojej świadomości, które mają się do siebie jak plus i minus. Jeśli skutki zła za bardzo nam przeszkadzają, zawsze możemy przeprowadzić zmianę i przejść na mieszczańską dobroć i uczciwość. Nazywa sie to "nawróceniem". Rodzaj i okoliczności takiego nawrócenia określają ogólne zachowanie społeczne. Niezliczone stowarzyszenia religijne i okultystyczne z dumą mówią o swoich nawróconych członkach. Jednakże we wszystkich tych przypadkach nie ma mowy o fundamentalnej przemianie. Takie nawrócenia muszą być traktowane jako eksperymenty i próby człowieka w granicach dialektyki. Są one różnymi aspektami samo-utwierdzania, które pojawiają się stale na nowo.
     W burzliwym morzu życia zawsze wyłaniają sie nowe przeszkody, stworzone przez nas samych. Gdy pokonamy jedną przeszkodę, w tej samej chwili jesteśmy stwórcami następnej. I tak nasze życie jest pełne zmartwien i napięć, i tak powstają lęki, które wprowadzają niepokój do naszego życia, a w wyniku tego popełniamy błędy, które się na nas strasznie mszczą. Skutkiem tego jest fantom, który mieszka w naszej sferze aurycznej.
     Czy nie byłoby zatem dobrze odkryć podstawowe przyczyny tych wszystkich nieszczęść i usunąć je? W Szkole nowoczesnego Różokrzyża uważamy dialektyczną świadomość, świadomość-ja za podstawową przyczynę ludzkiego cierpienia. Jak tylko dialektyczne jądro świadomości w swojej obecnej formie przestanie istnieć, całe ludzkie cierpienie skończy się na zawsze. Wszelka pomoc Boga, od pierwszej chwili ludzkiego upadku, miała na celu właśnie osiągnięcie tego.

Nowa próba uwolnienia

     Jednak aż po dziś dzień cała ta pomoc nie może zmienić niczego w obecnym stanie ludzkości. Staliśmy się tysiąckrotnymi recydywistami i upadliśmy beznadziejnie głęboko; chyba że należymy do tej relatywnie małej grupy, która rozpaczliwie szuka drogi wyjścia. Wyraźne pragnienie zbawienia wystepujące u wielu ludzi w połączeniu z dynamicznym wysiłkiem Światła z boskiej natury, by ponownie udzielić pomocy tam, gdzie jest to możliwe, daje nam odwagę, by po raz kolejny przedstawić pradawną ścieżkę transfiguracji. W tym artykule chcemy to uczynić kierując nasz wzrok ku zagrożeniu jakie wypływa z fantomu, którego poznaliśmy jako Strażnika Progu.
     W naukach ezoterycznych mówi się o wyższej i niższej istocie ludzkiej, o pierwotnym człowieku - niebiańskim Innym - oraz o ziemskim człowieku. Stąd stanie się również jasne to, że starożytni mówili o dwojakiej świadomości, świadomości niebiańskiego Innego i świadomości zwykłego człowieka.
     Te dwie istoty nie mają ze sobą nic wspólnego. Z pewnością nie są też swoim wzajemnym odbiciem, tak jak chciałyby nam to przekazać dawne magiczne obrazy, na których widzimy grubiańską, zwierzęcą twarz, która wyraźnie wykazuje podobieństwo do szlachetnego, uduchowionego oblicza tego samego typu. Niebiański, pierwotny człowiek to prawdziwy Człowiek, postanowiony przez Boga. Ten drugi, którego tak dobrze znamy, jest człowiekiem pozornym, istotą, która z powodu brzemiennej w skutki sytuacji rozwinęła się w miejsce prawdziwego Człowieka w tak skomplikowanym mikrokosmosie.
     Tak jak prawdziwy Człowiek jest stworzeniem Boga, tak człowiek pozorny jest stworzeniem prawdziwego Człowieka, stworzonym eksperymentalnie w dramatycznym okresie historii ludzkości. Można by też powiedzieć, że człowiek pozorny, który filozoficznie nazywany jest człowiekiem dialektycznym, jest Strażnikiem Progu, który staje naprzeciw boskiego Człowieka.
     W rezultacie stanie się jasne, że istnienie tej pozornej istoty w mikrokosmosie niezwykle utrudnia pierwotnemu Człowiekowi objawienie i rozwój. We wszystkich sferach materii i ducha działa takie prawo, że stwórca jest zawsze związany ze swoim stworzeniem. Człowiek jako stwórca swojej istoty pozornej "nie może porzucić dzieła swoich rąk".
     Jeżeli dzieła te są złe, tzn. niezgodne z planem Logosu, to będą trzymały swoich stwórców jakby w więzieniu. W niezliczonych mitach, symbolach i legendach, a także bardziej konkretnie w pismach świętych opisano jak prawdziwy Człowiek przywiązany jest do swego grzesznego stworzenia. Logicznie określono to jako upadek, jako katastrofę.

Uwolnienie boskich zdolności

     Jeśli prawdziwy Człowiek ma żyć i podążać za swym naturalnym przeznaczeniem, to pozorna istota musi zostać zniszczona aż po ostatnią komórkę. Strażnik Progu jest zatem fantomem fantoma.
     W tej niebezpiecznej sytuacji można powiedzieć następująco: gdyby niebiański Człowiek wycofał całą swoją uwagę ze stworzonej uprzednio przez siebie istoty pozornej i skierował całe zainteresowanie ponownie na swoje boskie zadanie, to wówczas istota pozorna, być może powoli lecz z pewnością, rozwiązałaby się.
     Niestety, nie jest to takie proste! Ponieważ, gdy istota pozorna - czyli dialektyczny człowiek - została uformowana przez swojego praludzkiego stwórcę, otrzymała ona także coś z jego boskich zdolności i właściwości. Z pomocą tych zdolności, w ciągu eonów rozwoju kultury zdołała dojść do zupełnie niezależnej egzystencji - ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Gordyjski węzeł pozoru i rzeczywistości

     Konsekwencje te pogorszyły sytuację do tego stopnia, że całe objawienie ludzkości stało się nierozwiązywalną plątaniną pozoru i rzeczywistości. Pozór sięga tak daleko i jest tak przekonywujący, że rzeczywistość pozostaje przez człowieka zupełnie nierozpoznana. Ludzie zawsze są boleśnie dotknięci, a w końcu stają się nieprzyjaźni, gdy podejmuje się wysiłek, by zdemaskować iluzję i wskazać ścieżkę transfiguracji.
     Takie wysiłki w kierunku uwolnienia świata i ludzkości były zawsze niezmiernie niebezpieczne dla tych, którzy je podejmowali. Ważne jest, by odpowiednio zrozumieć to niebezpieczeństwo. Nie chodzi nam o niezliczone cierpienia i ból, jakie pracownicy ci musieli znosić, ani też o fakt, że tysiące z nich zamordowano. Wszystkie te cierpienia i morderstwa dotyczyły jedynie istoty pozornej, a przez to nigdy nie mogły zniszczyć rzeczywistości. Niebezpieczeństwo polegało i polega natomiast na tym, że praca nie może być ukończona, że zostaje ona zbezczeszczona, że przeszkadza się w jej rozwoju. Gdyby manichejczycy, a później katarzy, mogli kontynuować swą pracę bez przeszkód, świat wyglądałby dziś zupełnie inaczej.

Poza boskim planem

Osiem stopni prowadzi człowieka do pierwotnej ojczyzny.
Nova Logica, Raimundus Lullus (1512), The British Library, Londyn
     Dialektyczny człowiek, auryczny elemental pra-człowieka, żyje niezależnym życiem. Stał się niezależny od swojego stwórcy. Na skutek tego niebiański Człowiek popadł w stan budzący niepokój. Stworzył on coś, co wymknęło się spod jego kontroli. W rezultacie starożytna mądrość nazywa go skutym łańcuchami lub wiszącym głową w dół. Jest on przedstawiany jako wygnaniec z Raju, jako Prometeusz przywiązany do twardych skał pozornej rzeczywistości, jaką sam stworzył.
     Tymczasem dialektyczny fantom nadal bawi się w "ludzki raj". Jest do tego zdolny, ponieważ został dobrze w tym celu wyposażony przez swego stwórcę. Lecz ten raj to mord i krew i łzy. Obecność niebywałego cierpienia spowodowanego brakiem boskiej pieczęci. Czasami pojawia się trochę piękna i pokoju. Można by je wziąć za rzeczywistość, ale bardzo szybko nadchodzi rozczarowanie.

Straszna parodia stworzenia

     Dialektyczny fantom jest stwórczy i rodzący. Zaludnia świat, sferę eteryczną, obszary świata pożądań, a zwłaszcza własną sferę auryczną potwornościami z własnej istoty. Tak jak boskie iskry emanują z Boga i pomnażają się, tak ta różnorodność boskiego stworzenia imitowana jest tutaj w nieświętej parodii. Pozorny człowiek nie cofa się przed niczym. Także i on staje się stwórcą w duchu i materii, i w ten sposób świat ten zamienia w gorejące piekło zaludnione diabłami.
     Także stworzenia pozornego człowieka otrzymują niezależne życie. Pomyślcie tutaj o licznych klasycznych świadectwach. Pozorni ludzie, ludzie cienia, jak mówi starożytna mądrość, przeprowadzają swoje działania stwórcze wspólnie, zależnie od ich pragnień i samozachowawczych potrzeb. W ten sposób stwarzane są takie kolektywne fantomy, które przedstawia się czasami całkiem niewinnie jako ożywione "obrazy myślowe". Pomyślcie tutaj o marionetkach Madame Mandalipp1) i o golemie z getta w starej Pradze. Pomyślcie też o wielu bogach i bożkach, których ludzie podtrzymują i których padają ofiarą.
     To "padanie ofiarą" nie byłoby wcale takie złe. Wręcz przeciwnie, byłoby nawet pożądane, gdyby przez to miał nastąpić koniec człowieka-cienia. Lecz jak wiecie, jest on uwiązany do koła narodzin i śmierci. I błąka się, w ciele lub bez ciała, po wszystkich obszarach ducha i materii.
     Czy jest teraz dla was jasne, dlaczego Chrystus mówi: "Królestwo moje nie jest z tego świata"? (Jan 18:36). I dlaczego wszyscy nauczyciele ludzkości mówią o transfiguracji?
     Czego oczekuje się od tak skomplikowanego ludzkiego objawienia z jego groteskową sprzecznością rzeczywistości i pozoru, aby zakończyć całe to cierpienie? Aby znieść ból i ograniczenie dla siebie samego i dla innych? Czego wymaga się, aby można było przywrócić w całej jego chwale pierwotny boski plan wobec świata i ludzkości?
     Celem jest: uwolnienie spętanego pra-człowieka i jego powrót do Królestwa Boga. Środkiem jest: całkowite rozpuszczenie - aż po ostatni atom - człowieka pozornego. Bo jak długo ta istota pozorna jeszcze istnieje, w jakimkolwiek stanie upadku czy kultury, tak długo jej twórca pozostaje z nią związany.

Rozpuszczenie "ja"

     To rozpuszczenie, to złamanie nie może nastąpić odgórnie. W każdym razie teraz już nie, gdyż człowiek pozorny stał się niezależny. Musi ono zostać przeprowadzone przez istotę pozorną od dołu ku górze - w Chrystusie, który daje jej do tego siłę. Oto istota chrześcijańskiej samo-ofiary, samo-ofiary naszych katarskich nauczycieli. Oto co rozumiemy przez złamanie "ja".
     Dla wielu samo-poświęcenie jest co najwyżej zamanifestowaniem siebie, czynem miłości, czynem humanitarnym. Jedynie dla niewielu ludzi istota Janowej samo-ofiary jaśnieje w całej jej wielkiej mądrości. I tylko tacy ludzie mogą powiedzieć z oczami skierowanymi na pra-człowieka: "On musi wzrastać, a ja muszę maleć" (Jan 3:30). Do tego procesu nawiązywał sam Mistrz w słowach: "Kto chce stracić swoje życie dla mnie, ten je odnajdzie" (Mat.10:39).
     Niestety, jest jak na razie tylko niewielu, którzy są w stanie dojrzeć tę ścieżkę odnowiennego rozwoju. Wątła nić wciąż wiąże pra-człowieka w nich z człowiekiem-cieniem. Ci, którzy znajdują się jeszcze w tym stanie, zdolni są zrozumieć słowa nowoczesnego Różokrzyża. Zobaczą oni jasno sensowność, ponaglającą naukową konieczność zniszczenia człowieka pozornego i z radością złożą ofiarę po to, by odnowić istotę, z której sami wzięli początek.
     To będzie ich prawdziwa radość, radość wykraczająca poza wszelki rozum. Błogość, która sprawia, że wszelkie dalsze cierpienie i ból będą oni lekceważyć, wiedząc, że ich obnażona iskra ducha bedzie mogła ponownie wzejść w tym niebiańskim innym, że bezdroża w ten sposób skonczą się i via dolorosa zostanie spełniona.
     Dialektyczny człowiek jest zatem fatalnym stworzeniem Człowieka, który istniał w czasach prehistorycznych. Jako taki może być nazwany Strażnikiem Progu naszej niebiańskiej egzystencji. Wiedza duchowa z tym związana może rozjaśnić nasz wgląd w rzeczy, pojęcia i stany, które do tej pory okryte były ciemnością.
     Przede wszystkim powinniście dobrze zrozumieć, że człowiek - także jeszcze teraz - jest stwórcą w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie odnosimy się tutaj do zwykłego ludzkiego procesu prokreacji, lecz do stwórczej działalności człowieka w o wiele szerszym sensie. Każdy ezoteryczny uczeń wie, że cała objawiona natura, całe życie wyrażające się w takiej czy innej grubej lub subtelnej formie, dochodzi do skutku dzięki eterom. Każda myśl, która wychodzi z człowieka, ma moc stwórczą. Dlatego każda myśl doprowadza do aktywności eterycznej, przez co skutki myśli stają się widoczne i namacalne - poza całym zwykłym ludzkim postępowaniem.
     Jeśli, na przykład, nasze myśli są spekulatywne, to ich formy będą także spekulatywne. Są one zatem obecne w naszej sferze aurycznej, lecz bez żadnej racjonalnej lub dobrze ugruntowanej podstawy. W rezultacie przeszkadzają one oczywiście człowiekowi, chociaż na razie nie wiążą swego stwórcy ani nie wpływają na niego jeszcze zbyt silnie. Jednakże, jeśli myśli stwarzane są z wiekszą siłą, na podstawie zwykłego rozumu człowieka, to formy powołane przez to do życia także stają się bardziej potężne i mają proporcjonalnie większe znaczenie dla ich stwórcy.

Stwórca i stworzenie są ze sobą wzajemnie związani

     Ludzka zdolność stwórcza jest wspaniałą rzeczą, czego człowiek zamkniety w naturze nie jest w ogóle świadomy. Bylibyście więcej niż zdumieni, gdybyście mogli rzucić okiem na wasze pole auryczne i ujrzeć tam stworzenia, które z biegiem czasu pojawiły się w waszym polu oddechu, mieszały, jednoczyły i znowu rozdzielały.
     Ponieważ wszystkie te stworzenia są mocno związane z ziemią, to nie trzeba przedstawiać żadnych dowodów na to, jak katastrofalne może mieć to skutki. Nie bedąc świadomym tych skutków, uruchamia człowiek jedno stwórcze działanie po drugim - z ogromnym zużyciem energii. Prędzej czy później doświadczy on efektów tego, ponieważ elemental, związany ze swoim stwórcą, rozwinie się w polu aurycznym, a stwórcy odmierzy sie taką samą miarą, jaką on powołał tego elementala do życia. Wszystkie baśnie i legendy o magicznych różdżkach i podobnych przedmiotach wskazują na tę nieograniczoną zdolność stwórczą człowieka. Teraz prawdopodobnie stanie się dla was jasne, że każda myśl, tak jak każda czynność lub aktywność zmysłowa, ma także stwórczy eteryczny rezultat. Stworzenia, które powstały z myśli, zwykle ulotnią się po pewnym czasie życia, po pewnym czasie działania i rozpadną się na atomy. Gdyby tak się nie działo, człowiek prędko by zginął w oceanie stworzonych przez siebie istot. Ale jeden skutek jest trwały: jądro takiej formy eterycznej. Zasady tych stworzeń są trwałe i łączą się formując rodzaj elementala. W ten sposób człowiek utrzymuje w swoim panteonie ciągły strumień przemijalnych form eterycznych.

Dwa elementale panują nad człowiekiem w jego codziennym życiu

     Istnieją właściwie dwa elementale, które karmią się tymi strumieniami: dwa elementale, które w naszej sferze aurycznej wyrażają dwa aspekty dialektycznego życia, mianowicie rezultat dobrych i złych myśli. Jeden elemental jest znany jako Strażnik Progu, a drugi jako opiekuńczy elemental w sferze aurycznej - tak zwany Anioł Stróż.
     Napisano wiele baśni także o tym dobrym elementalu, w których wyrażona jest idea, że każdy człowiek posiada Anioła Stróża. Powinniśmy uświadomić sobie, że jest to ogromna przesada i że ochrona przez tego elementala jest bardzo ograniczona.
     Już sam fakt, że te dwa elementale karmią się i utrzymują dzięki strumieniowi tymczasowych form eterycznych, musi wam uświadomić, że żyją one ze sobą w stanie wojny. Znajdują się one - zależnie od ludzkiego postępowania - albo w stanie głodu albo nasycenia.
     Elemental zła jest z istoty swej natury niezmiennie głodny. Jak tylko staje się silny, zaczyna próbować wywierać coraz większy wpływ na swego stwórcę. Nakłania go do wytwarzania form eterycznych harmonizujących z jego istotą, tak że jego nienasycona zdolność asymilacji jest ciągle zaopatrywana w nowe paliwo przez jego stwórcę - dialektycznego człowieka.
     Dobry elemental natomiast jest znacznie łatwiejszy do zaspokojenia. Jego siła ssania nie jest taka duża. Żyje on całkowicie w harmonii ze swoim stwórcą, ponieważ ten dochodzi szybko do przekonania, że w odniesieniu do swych bliźnich może wygrzewać się w iluzji dobra. W zarozumiałości i samo-zaślepieniu idzie on swoją drogą.
     Ogólnie rzecz biorąc, niższy elemental, elemental zła, karmi się dwiema niższymi siłami eterycznymi, a wyższy elemental, elemental dobra, karmi się dwiema wyższymi siłami eterycznymi. Jednak dla życia ich obu czterokrotna substancja eteryczna ma fundamentalne zadanie do wykonania.

Ziemia jest częścią siedmiokrotnego łańcucha planetarnego

     Stwierdziliśmy powyżej, że każda ochrona, jaką człowiek może otrzymać od swojego naturalnego elementala dobra, jest bardzo ograniczona. Zrozumiecie to, jeżeli uświadomicie sobie, że dialektyczny człowiek ma możliwość otrzymywania i przepracowywania jedynie czterech sił eterycznych tej natury.
     Ziemia jest częścią siedmiokrotnego łańcucha planetarnego. W każdej z planet tego łańcucha istnieją cztery etery, z których rodzą się formy pozostające w harmonii z istotą danej planety. Ponieważ dialektyczny człowiek może przepracować jedynie siły eteryczne natury śmierci, to elemental dobra, Anioł Stróż, nigdy nie będzie mieć znaczenia dla procesu ponownych narodzin. W tym procesie - procesie transfiguracji - chodzi o inną aktywność eteryczną, której nie da się wyjaśnić z natury śmierci. Myśli człowieka nie są, dzięki Bogu, zdolne przyciągać i przepracowywać strumienie eterów pochodzących z innej kuli łańcucha planetarnego. Dlatego możemy śmiało przyjąć, że naturalny elemental, który nigdy nie może żyć z sił nowych eterów, nie może zostać zasadniczo zmieniony. On jest z tej natury śmierci i pozostaje, tak jak dialektyczny człowiek, częścią tej natury.
Każdy człowiek uwięziony jest w sieci splecionej z jego własnych uczynków i kosmicznych linii sił.
Ok. 1400, Bibliotheque Nationale, Paryż

     Tak więc możemy wywnioskować, że naturalny elemental zła ma siedzibę w polu aurycznym każdego człowieka, ponieważ jest to wynik jego niewłaściwych myśli i uczynków. Tak samo każdy człowiek posiada elemental dobra jako oczywistą konsekwencję wszystkiego, czego dokonał pod względem dialektycznej dobroci. Poziom, na którym działają te myśli, określa w dużej mierze postępowanie życiowe człowieka. Zatem jego myśli stanowią niezwykle istotny czynnik jego codziennej postawy życiowej.
     Jesteśmy teraz zdolni żywo wyobrazić sobie, jak wygląda człowiek, w którym jedna z tych dwóch sił odgrywa główną rolę. Widzimy z jednej strony typ bardzo zły, przestępczy, zaś z drugiej strony typ bardzo humanitarny, dobry.
     Ale także człowiek z dobrocią tej natury nigdy nie może być nowym Człowiekiem. Wprost przeciwnie, ktoś taki żyje w ogromnym ograniczeniu i ułudzie, ponieważ jego elemental dobra potrzebuje i pożąda sił eterycznych natury śmierci.
     Dlatego zobaczycie, kiedy bliżej poznacie tych ludzi, że wszystko przebiega u nich w bardzo szczególny sposób, ponieważ ich życie jest silnie ukierunkowane na ziemię, na kulturę dobra ze wszystkim co do tego przynależy.
     Tak jak wiele klasycznych postaci w historii świata, próbują oni założyć królestwo Boga w świecie. Próbują tego całą swoją siłą, całą swoją dobrocią i jakością swojej duszy, z całą swoją istotą i z elementalem w ich aurycznym polu życia. Szukają w tej naturze, nie mogąc jednak osiągnąć ani jednego pozytywnego rezultatu.

Daremność dobroci

     Kiedy przejrzycie tę sytuację, będziecie mogli to wszystko zaakceptować. Jest nawet prawdopodobne, że zły człowiek, który odczuwa wielki ból z powodu popełnionych grzechów, wcześniej zdobywa wgląd niż człowiek dobry, skrępowany w swej iluzji dobroci. "Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do Królestwa Niebios" (Mat. 19:24).
     Powinniście rozważyć to bardzo dokładnie. Jest logiczne, że każdy z nas ma naturalną odrazę do zła. Jednakże powinniście sobie także uświadomić daremność dobroci, humanizmu, naturalnej religijności z jej niekończącymi się eksperymentami i ciągłymi wschodami i zachodami. Dlatego zadanie polega na tym, by znaleźć drogę wyjścia z tego diabelskiego kręgu. Możemy stwierdzić, że odrzucamy tylko zło. Lecz teraz także jasno widzimy bezużyteczność zwykłej dobroci. Rozważmy, czy rzeczywiście inny rozwój jest możliwy. Najpierw trzeba sobie uświadomić, czy dobrze rozumiecie to, co Paweł ma na myśli, gdy mówi "To co jest z tej natury nie może przyoblec się w inną naturę".
     Także on tymi słowami dał jasno do zrozumienia, że z tej natury - natury śmierci - nie może wznieść się inna rzeczywistość. W jednym ze swoich listów do Koryntian wyjaśnił bardzo wyraźnie, że tak jak ziemskie ciało jest określonego rodzaju, tak też niebiańskie czyli nowe ciało jest szczególnego rodzaju. Ziemskie ciało razem z czterema eterami natury śmierci stoi i upada.
Amerykański komiks o Golemie, 1974

     W związku z tym powinniśmy uświadomić sobie, że ziemia, która byłaby zdolna przynieść uwolnienie, ludzkość, której to uwolnienie dotyczy, oraz dobro i piękno, które nigdy nie przemijają, mogą pochodzić wyłącznie z nowej, czterokrotnej działalności eterów. Jest absolutnie wykluczone, żeby nasz stan bytu i nasz elemental dobroci, z całą jego kulturą, mógł nas doprowadzić do takiego rezultatu.
     Święta nauka transfiguracji uczy nas, że ziemia wyzwolonych, ludzkość uwolnienia oraz wieczne piękno i dobro nie muszą się narodzić, lecz że one już istnieją. Jedynie z powodu naszej natury nie mogliśmy w nich uczestniczyć aż do dziś. Dlatego musimy odrzucić naszą naturę i jej dzieła i przyoblec się w tę inną naturę.
     Może na koniec jeszcze powinniśmy wam wskazać pewną metodę, z pomocą której możecie w całkowitej samoautorytatywności, zupełnie niezależnie od jakiegokolwiek wpływu dojść do wglądu, że istnieje możliwość innej drogi prowadzącej do wyzwolenia ludzkości niż ta zwykła droga, wielokrotnie przemierzana i tak rozczarowująca.
     Chcielibyśmy wam poradzić, przynajmniej jeśli wiecie, że zostaliście złapani w labirynt złudzeń, abyście wycofali swoje zainteresowania na pewien czas z gry sił panujących w tym świecie. Zakładamy, że odczuwacie wstręt do zła. Teraz także wycofajcie swoje zainteresowania z tych wszystkich wysiłków dobra, do których chce się was namówić w różnych dziedzinach. Niezliczone religijne drogowskazy są wam ukazywane. Lecz ostatecznie to wasz własny elemental dobroci w waszej krwi i przez krew popycha was w pewnym kierunku. Dlatego zerwijcie na nieokreślony czas z tymi wszystkimi wartościami i siłami, które nie mogą zaoferować wam żadnego wyzwolenia. Nie słuchajcie tych wszystkich głosów w was i wokół was. Ujrzyjcie, że to, co do tej pory uważaliście za dobre, wcale nie jest dobre.

Znajdźcie spokój w sobie

     Mamy przez to na myśli: spróbujcie pozostawić za sobą wszystkie problemy i znajdźcie spokój w sobie samych. Jeśli pragniecie tego prawdziwie, to jesteśmy przekonani, że dojdziecie do spokoju i do wielkiej przemiany.
     Bo co się wtedy stanie? Jeśli wycofacie swoje zainteresowanie z wszystkiego, co porusza ten świat, jeśli nie będziecie już okazywać intensywnego zainteresowania temu wszystkiemu, co chce was popchnąć w tym lub innym kierunku, i jeśli powstrzymacie się od działań, które normalnie są skutkami takiego naporu, wtedy wszystkie naturalne elementale w was - zarówno złe jak i dobre - umrą z braku pożywienia w waszym polu aurycznym. I o to właśnie chodzi! Jeśli chcecie osiągnąć uwalniający skutek, to wasza sfera auryczna musi zostać najpierw oczyszczona z wszystkich stworzonych przez was elementali. Wtedy zamglone lustro waszego umysłu oczyści się i będziecie zdolni postrzegać świat i jego zgiełk bardziej obiektywnie i jasno.
     Starożytni mistrzowie nazywali tę metodę osiągnięcia spokoju metodą pustelnika. Byli tacy, którzy sądzili, że oznacza to życie w odosobnieniu, w chacie lub w grocie. Głęboko w lesie lub na wysokiej górze, w nędzy, głodzie i ubóstwie szukali wyższego życia.
     Jednakże bycie pustelnikiem w rozumieniu Gnozy leży w metodzie naszkicowanej powyżej. Jest to na krótszy lub dłuższy czas świadome zdystansowanie się od całego zgiełku i poruszenia, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz dialektycznego "ja".
     Każdy z nas jest zdolny to uczynić, jeśli tylko widzi perspektywę uwalniającego życia. Wy także możecie stać się pustelnikami, podczas gdy znajdujecie się w waszym zwykłym codziennym życiu. Po to, aby żyć w ten sposób, nie musicie się wycofać ani wyizolować ze społeczeństwa. Jeżeli w świętym pragnieniu wyższego życia jesteście zdolni stać się pustelnikami przez pewien czas, to wtedy będziecie mogli rozpoznać dialektyczne życie ze wszystkimi jego wartościami i ograniczeniami. Po takim odosobnieniu zaczniecie teoretycznie wyczuwać ścieżkę, przez wasze wspomnienie utraconej Ojczyzny zaczniecie ją w sobie utwierdzać i wreszcie z pomocą Szkoły Duchowej Złotego Różokrzyża ścieżkę tę urzeczywistnicie.



Catharose de Petri
Jan van Rijckenborgh
 
 

© 1996-2001 Lectorium Rosicrucianum