DROGA
DO „PRAWDZIWEGO POMOCNIKA”
Ten,
kto chce pomagać, pomoc otrzyma. Każdy człowiek popychany jest przez dwie siły:
pragnienie i chęć. Podczas przeżywania swojego życia, doświadcza on, jako
rezultatu swojego pragnienia i chęci, radości i smutku w ich ciągłej, zmiennej
grze.
Wielu
ludzi odbiera to prawo jako zrozumiałe samo przez się. Idą oni drogą od
narodzin do śmierci; bo takie przecież jest życie. Pragnienie – chęć – radość –
ból... pragnienie – chęć – radość – ból... Lecz istnieją też ludzie, którzy
takiego biegu spraw od pewnego momentu już nie mogą zaakceptować. Często
rozwiązaniem jest w takim przypadku głęboko odczuwany ból, spowodowany własnym
cierpieniem lub cierpieniem bliźnich. Ten, kogo w głębi jądra duszy dotknie
ból, nie może się już tak łatwo od niego uwolnić.
W
człowieku, który zebrał takie bolesne doświadczenie, powstaje nieodwołalne
pytanie o sens życia. Dla niego rozpoczął się etap poszukiwania. Jest to nowa
faza w jego życiu, pełna dręczących pytań, trudności i błędów, ale także pełna
szczególnych zdarzeń i spotkań. Zależnie od tego, jak poszukujący stoi w życiu,
otwierają się teraz różne drogi, drogi, które wszystkie prowadzą do tego samego
celu: do rozwiązania życiowej zagadki.
Chcielibyśmy
teraz przyjrzeć się poszukującemu na ścieżce, na przykład filantropowi. Co się
z nim stanie? Jak my byśmy postąpili w takiej sytuacji?
Przede
wszystkim każdy, kto nastawiony jest przyjaźnie do ludzi, doznawać będzie bólu
z powodu cierpienia przeżywanego przez bliźnich. Ponieważ nie może on już i nie
chce z powrotem popaść w monotonię codzienności, a ponaglany jest przez
współczucie, to stara się pomóc swym bliźnim. Nie mówi, lecz działa. Ponosi być
może wiele ofiar, aby osiągnąć cel. Szukając właściwej metody, otrzymuje
cudowną książkę: „Głos ciszy”. Otwiera ją – czyż człowiek nie otrzymuje zawsze
tego, co jest mu potrzebne? – i czyta:
Niech Dusza twa użyczy ucha
na każdy okrzyk bólu
jak lotos, co serce swe obnaża,
by poić się porannym słońcem.
Nie pozwól, by Słońce to gorące
osuszyło choć jedną bólu łzę, nim ty sam
zetrzesz ją z oczu cierpiącego.
Lecz pozwól, by każda paląca ludzka łza
spadła na serce twoje i tam pozostała,
a zetrzyj ją dopiero wtedy, gdy ból, który
ją wywołał, minie.1)
Wzmocniony
tymi słowami, ze świeżą siłą idzie z pomocą swoim bliźnim. Jednak wcześniej czy
później przychodzi moment, w którym zauważa on, że tak naprawdę to nie jest w
stanie pomóc innym. Bolesne doświadczenie! Chociaż czyni on to, co w jego mocy,
postępując z wielką miłością i ciężko pracując...to faktycznie innym nie
pomaga. Ofiarowuje im co najwyżej trochę pocieszenia czy chwilowej ulgi,
tymczasowego zapomnienia o rzeczywistości. Lecz o „prawdziwej pomocy” nie może
być mowy.
KAŻDY
CZŁOWIEK KIEDYŚ TEGO DOŚWIADCZY
A
przecież jest to to, czego pragnie on z całego serca! Naprawdę chce pomagać!
Zrozpaczony pyta, jak powinien w takim razie postępować. Nie może już dłużej
żyć tak jak do tej pory, gdyż to nie rozwiązuje jego problemu. Rozczarowany
przystaje. Serce jego wypełnia pragnienie, aby ulżyć bliźnim w cierpieniu.
Ponieważ
jego pragnienie jest szczere, to poszukujący, którego obserwujemy – wstępuje w
następną fazę. Głęboko rozmyślając nad istotą bólu i cierpienia, zwraca się
ponownie ku „Głosowi ciszy”. Od nowa czyta ten sam tekst, lecz tym razem
bogatszy o pewne doświadczenie. Czyta innymi oczami, i powoli zaczyna pojmować.
CZYTA
ON:
Te
łzy, o ty, który masz serce pełne litości, są strumieniami, które nawadniają
pola wyrozumiałości nieśmiertelnej. To na tej glebie wyrasta północny kwiat
Buddy, którego trudniej znaleźć i rzadziej oglądać można niż kwiat z drzewa
Vogay. On jest nasieniem uwolnienia od ponownych narodzin. Oddziela on Arhata
od walki i żądzy, prowadzi go przez pola Bytu do pokoju i rozkoszy, jakie znane
są jedynie w krainie Ciszy i Nie–bytu.2)
Jego
pragnienie, aby zrozumieć, w jaki sposób można „naprawdę” pomóc bliźnim,
pozostaje nie umniejszone. I tak dojrzewa w nim wgląd, że to w jego własnym
wnętrzu coś musi się wydarzyć. W jego sercu musi rozwinąć się nasienie. Nasienie
uwolnienia od ponownych narodzin! Lecz by żądać takiego wzrostu, musi on
najpierw sam zniknąć, rozwiązać się. I tu pojawia się nowy problem: W jaki
sposób człowiek może się uwolnić od prawa ponownych wcieleń? Co trzeba w tym
celu uczynić?
I
CZYTA ON:
Zabij
pożądanie; lecz kiedy je zabijesz, bacz, aby z martwych znów nie powstało.3)
Następuje
jeszcze wiele wskazówek. Odważnie przechodzi nasz poszukujący do praktyki.
Próbuje wskazówki zamienić w czyn. Stara się i próbuje zabić swe pragnienia.
Nasienie musi przecież zakiełkować i kwiaty muszą zakwitnąć, jeśli chce on stać
się „prawdziwym pomocnikiem”! Po niezliczonych rozczarowaniach pojmuje jednak,
że sam swego pragnienia nie zabije.
Rozczarowany,
lecz bogatszy o kolejne doświadczenie, znajduje się znowu w pierwotnym punkcie
wyjścia. Jeszcze cały czas nie jest w stanie innym „naprawdę” pomóc. Lecz
pragnienie, aby móc to uczynić, jeszcze go nie opuściło. Pyta się zatem, co nie
zgadzało się ze wskazówką z książki: zabij pragnienie. Bo przecież jest tam czarno
na białym, i tego przecież on chce!
Nie
poddaje się. Siła jego uczciwego pragnienia doprowadza go do kontaktu z innymi
ludźmi i z inną literaturą. Widzi teraz, że już od stuleci ludzie – w grupach i
indywidualnie – pasowali się z tymi samymi pytaniami. Jak nasienie może
zakiełkować? W jaki sposób kwiat dochodzi do rozkwitu? Co trzeba zrobić? Jak
człowiek zabija swe pożądanie, co to w ogóle jest „pożądanie”? Zaczyna też
rozumieć, że od stuleci dawano wskazówki dla rozwiązania tej zagadki.
Uniwersalne wskazówki, różniące się jedynie niuansami, zależnie od kraju i
czasu, w którym były przekazywane. Znajduje on Bhagavad Gitę, Tao Te King Lao
Tse, Biblię, Wołanie Braterstwa Różokrzyża.
W
TEJ OSTATNIEJ KSIĄŻCE CZYTA:
Pożądanie
jest siłą nie z tego świata i siła ta może się wypełnić jedynie w królestwie,
które nie jest z tego świata. [...] siła, która wypełnia naszą krew, płoszy
dzień i noc, abyśmy w ten sposób całkowicie, ale to znaczy naprawdę całkowicie
zagonili siebie w nas samych na śmierć. I wtedy, wtedy szukamy tajemnicy
zbawienia.4)
Ten,
który tak szukał, otrzymuje teraz odpowiedź na swoje pytania. Poznaje, że siła
pożądania tkwi w człowieku tak, że nie da się jej wytępić. Poznaje on, jak ta
siła go ponaglała. Pożądanie może się wyrażać na wszystkich płaszczyznach, od
najniższej do najwyższej. Także w chęci niesienia pomocy ludziom albo w chęci,
aby im „naprawdę” pomóc. I ponownie czyta on w „Głosie ciszy” o tym szczególnym
kwiecie. Czyta, że musi uniwersalne wskazówki zastosować w praktyce. Czyta o misterium
Chrystusa, które rozwija się przed każdym człowiekiem, który jest do tego
gotowy. I wie on, że teraz nadszedł dla niego czas.
Patrząc
wstecz na drogę, którą przeszedł, widzi swoje poszukiwania i wysiłki i jedyny
cel swoich dążeń. Czyż nie musiał być doprowadzony do granicy swoich
możliwości, aby móc wejść w następną fazę? Teraz stojąc na granicy wie, że
ponieważ sam tak bardzo szczerze poszukiwał i dążył, to teraz jemu samemu
udzielona zostanie pomoc, aby mógł stać się „prawdziwym” pomocnikiem. Jego
zadanie staje mu wyraźnie przed oczami:
KIEDY
{...]
jest w stanie i jest gotowy zabić pierwsze pożądanie, w którym przeminie w
Chrystusie, dokonuje się magiczny cud.5)
Wie
on, że jest gotowy i wie, że jest w stanie. Pełen ufności oddaje się misterium Chrystusowemu,
aby w ten sposób przekształcić się w „prawdziwego” pomocnika.
Każdy
człowiek kiedyś tego doświadczy.
1,2
i 3) The Voice of the Silence [Głos ciszy], H.P. Blavatsky, The Theosophical
Publishing House, Wheaton, Ill. U.S.A.
4
i 5) J. v. Rijckenborgh, Der Ruf der Rosenkreuzes Bruderschaft [Wołanie
Braterstwa Różokrzyża], Rozekruis Pers, Haarlem, 1966