Wydawnictwo 
Książki 
Artykuły 

Informacje 
Artykuly 
 
Lectorium Rosicrucianum
Lectorium Rosicrucianum Rosekruis Pers Aktywności
  TEKSTY -> PENTAGRAMY -> CZY DIALEKTYKA JEST DOBRA CZY ZŁA?  

CZY DIALEKTYKA JEST DOBRA CZY ZŁA?

 

„Przez inny, nie znany nam ład natury nie mamy na myśli niebiańskiego świata, cywilizowanego ludzkiego królestwa, ale całkowicie inny świat. Świat, którego aspekty nie mogą być pod żadnym względem porównane z tym światem i które nie mogą wyrosnąć z tego świata przez żaden rozwój ewolucyjny. Te dwa światy, o których mówimy, są sobie diametralnie przeciwstawne, choć są zawarte wewnątrz jednego kosmosu, jednego globu.”

 

(Misterium Błogosławieństw, str.19/20)

 

 

 

Platon nauczał, że rzeczywistość składa się z dwóch części: ze świata zmysłów i świata idei. Ludzka istota może zdobyć jedynie ogólne lub niekompletne poznanie świata zmysłowego. Wszystko w tym świecie ‘płynie’, nieustannie się zmienia. Z tego powodu nic nie jest stałe. Wszystko powstaje i przemija. W drugiej części rzeczywistości, mówi Platon, człowiek może zdobyć absolutną pewność. Nie przy pomocy organów zmysłowych, ale umysłu. Według Platona, ‘idee’ w tym drugim świecie są wieczne i niezmienne. Odnośnie związku pomiędzy tymi dwoma światami, mówi on, że wszystkie zjawiska w świecie zmysłów są jedynie cieniami wiecznych idei. Zjawiska natury nie są mroczne same w sobie, ale jedynie w porównaniu z jasnością wiecznych form i ciał w świecie idei. Kiedy Jezus przesłuchiwany przez Piłata (Jan 18:36) powiedział: „Moje królestwo nie jest z tego świata”, wskazywał na królestwo statyki lub świat idei Platona. Jednocześnie wyjaśniał, że nie ma absolutnego rozdzielenia pomiędzy tymi dwoma częściami rzeczywistości. W przeciwnym razie powiedziałby: moje królestwo nie jest w tym świecie.

Ze względu na ograniczoną przez zmysły świadomość, człowiek może opisywać królestwo statyki jedynie przy pomocy abstrakcyjnych pojęć, twierdzeń o tym, czym ono nie jest, lub, do pewnego stopnia, filozoficznie przy pomocy bardzo ogólnych terminów. Samemu będąc częścią dialektyki, tak naprawdę może wypowiadać się tylko na jej temat.

 

CIEMNA STRONA JEST NAJCZĘŚCIEJ RZECZYWISTOŚCIĄ

 

Człowiek żyje w dialektyce i z dialektyki. Jest częścią natury, która objawia się przez przeciwieństwa, takie jak światło i ciemność, życie i śmierć. Świat ten jest relatywny, zmienny i przemijający. Jego mieszkańcy doświadczają, studiują i opisują go na wiele sposobów. W pierwszej części książki Pragnoza Egipska, autor Jan van Rijckenborgh pokazuje dwie przeciwstawne skrajności doświadczania i opisywania dialektyki. Egipska, hermetyczna Gnoza przedstawia dialektykę jako gigantyczne, alchemiczne laboratorium boskiej ludzkości, w którym stale transformowana jest materia. Mani mówi natomiast, że dialektyka w swoich formach objawienia jest zła, jest tworem Lucyfera. Gnoza Hermesa daje jaśniejszy, filozoficzny obraz pierwotnego celu dialektyki, podczas gdy Gnoza manichejska opisuje ład ratunkowy i pokazuje, co stało się z dialektyką. To jest ciemna strona, która dla wielu jest rzeczywistością, w której żyją. Mani stawia tę dialektykę pod pręgierzem. Wzywa jej mieszkańców, aby dokonali pozytywnego i świadomego pożegnania z mrokiem i beznadziejnością codziennego życia.

W rzeczywistości te dwa punkty widzenia nie są sobie przeciwstawne, ale uzupełniają się wzajemnie. Punkt widzenia Manichejczyków jest równie radykalny jak i jednostronny. Służył on poszukującemu jako pobudka, aby przejrzeć oddzielenie i jednostronność bytu na niższych poziomach dialektyki i wydostać się z nich. Wizja hermetyczna pokazuje, jakby z góry, pochodzenie i cel dialektyki i ludzkiej istoty, która uczestniczy jako wolny współpracownik w nieskończonym laboratorium Boga. Laboratorium dosłownie znaczy miejsce pracy (labor) i modlitwy (oratorium).

 

KSIĘGA ŻYCIA JEST ZAMKNIĘTA PRZEZ ŚMIERĆ

 

W swoich słowach Mani dowodzi, że człowiek pogrążony jest w materii. To jest jeden biegun. W opisie Hermesa na pierwszym planie pojawia się boski człowiek, człowiek, który wyszedł już z dialektyki (Maniego) lecz wciąż jest w niej aktywny. Dlatego mówi się, że jest on wciąż w tym (dialektycznym) świecie, ale już nie z tego świata. Inaczej mówiąc: żyje on z sił i idei statyki, ale wyraża się w dialektyce. To jest drugi biegun.

W swoim codziennym życiu człowiek żyje w rzeczywistości, której doświadcza jako pewnej jedności. Wie, że nie trwa ona wiecznie, ale dla niego jest ona jedyną rzeczywistością. Może żyć z nią w pokoju lub walczyć przeciwko niej z całą swoją siłą, ale nie jest w stanie od niej uciec. Wielu zna tę sytuację. Tak jak wysiłki, aby odpędzić lub zepchnąć na ile to tylko możliwe cierpienie, niedoskonałość, chorobę i śmierć – rezultaty śmiertelnego bytu. Jedynym pewnikiem w biografii każdego człowieka jest to, że księga życia zostaje zamknięta przez śmierć, bez względu na wysiłki, aby temu zapobiec.

Historia niezliczonych wysiłków wydłużenia życia, pokazuje dokąd pewność ta prowadzi człowieka. Każdy próbuje tu przechytrzyć śmierć na swoim własnym poziomie, używając własnych środków. Dopiero kiedy te starania wyczerpią się w wyniku lekcji wielu cyklów istnienia, przychodzi moment kiedy człowiek może zacząć szukać na wyższym planie i stać się świadomym czegoś z duchowego przesłania, które zawsze towarzyszyło ludzkości. Wtedy rozpozna, że jest jednostką rozszczepioną, mieszkańcem dialektyki, świata przeciwieństw.

Wewnętrznie słyszy wezwanie, które zwykle zaprzecza wszystkiemu, czego nauczył się do tej pory w drodze studiów. Z jego najgłębszej istoty, z duchowego atomu w sercu wskazana jest mu inna droga. Z początku, być może, odczuwa niewiele więcej niż niepokój, niejasne przypuszczenia, słabe przypomnienie, które skłania go do poszukiwań. Ale dopiero kiedy wszystkie jego naturalne reakcje na wezwanie okażą się nieadekwatne, może zostać ustanowiony kontakt pomiędzy wewnętrznym wezwaniem a zewnętrznym słowem lub znakiem – od kogokolwiek, i jakiegokolwiek rodzaju. Rozpoznanie znaku przynosi radość, ale także nowy niepokój, ponieważ dialektyka ładu ratunkowego pokazuje swą makabryczną twarz. Człowiek zdaje sobie sprawę, że muszą istnieć dwie natury: jedna, która reguluje jego życie biologiczne i druga, która leży u podstawy jego dążenia do świata duchowego. Doświadcza tego fundamentalnego rozszczepienia i opozycji zarówno w świecie, jak i w swojej własnej istocie.

 

WSZYSTKO, CO NALEŻY DO NIE–JA

 

Rozpoznaje on, że z pochodzenia jest boską, a więc wieczną istotą, która poddana jest prawom materii i czasu. Rozumie, że jest zarówno śmiertelny, jak i nieśmiertelny. Często jest to moment, w którym poszukujący zatrzymuje się i projektuje swoje trudności na otaczający go świat. Wtedy ten świat nie przynosi mu już tylko szczęścia. Człowiek taki nie pozwala już na to, by rozpraszały go pobożne życzenia i zamki z piasku, czy tępa dobroduszność. Jednak codzienna rzeczywistość staje się dla niego pusta i ma on skłonność doświadczać jej jako wielkiej doliny łez. Dzieje się tak głównie dlatego, że nie zdaje sobie jeszcze dostatecznie sprawy, że sam jest stwórcą swojej doliny łez, że wspiera i utrzymuje swoją własną nędzę. Wciąż buduje mur pomiędzy swoim własnym doświadczeniem a ‘złym’ światem. Dopiero kiedy ma odwagę przyjrzeć się i rozwiązać konflikt w swoim wnętrzu, dowiaduje się, że doświadcza dialektyki jako ładu ratunkowego, ponieważ punkt ciężkości jego świadomości leży w dialektyce, a nie w statyce. Doświadcza tego konfliktu przede wszystkim w swoim wnętrzu. Skonfrontowany jest z konfliktem pozornie nierozwiązywalnym – pomiędzy tym, co należy do jego „ja” a tym, co należy do duszy – a więc nie–ja.

Istnieje więc świadomość pochodząca z dialektyki oraz świadomość, która może rozwinąć się w wyniku kontaktu ze statyką. Co więcej, świadomość dialektyczna składa się z różnych poziomów. Z grubsza biorąc, możemy rozróżnić świadomość dzienną i podświadomość. Ta druga została „odkryta” przez naukę dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Carl Gustav Jung (1875-1961) zajmował się w tym kontekście przede wszystkim wyjaśnianiem snów, podczas gdy Zygmunt Freud (1856-1939) i Alfred Adler (1870-1937) analizowali dialektyczną duszę. Stało się jasnym, że percepcja zmysłowa znajduje się także pod wpływem podświadomości. Pod koniec XIX i na początku XX wieku tematy te odgrywały coraz istotniejszą rolę w sztukach pięknych, muzyce i literaturze.

 

KULTURA JEST JEDYNIE CIENKĄ POLITURĄ

 

Pomimo ‘odkrycia’ podświadomości, głęboka przepaść pomiędzy podświadomością a świadomością dzienną wciąż nie została wypełniona. Jednostronna i coraz bardziej dominująca racjonalność skierowana jest na to, by wszystkie związane z życiem zjawiska wykryć, zmierzyć i, jeśli to możliwe, także wziąć pod kontrolę. Przez to badania nad podświadomością weszły w fazę zmierzchu i z naukowego punktu widzenia nie są już zbyt interesujące. Nowoczesnym magicznym słowem jest ‘informacja’. Organy zmysłowe są bombardowane przez wrażenia i bodźce, pod naporem których świadomość cierpi. Szaleńcza, zmysłowa ‘rzeczywistość’  żąda całej naszej uwagi i przywiązuje człowieka do życia, które izoluje go od wyższej rzeczywistości. Jest udowodnione, że słuchanie impulsów i sygnałów naszej własnej podświadomości może być czasami uzdrawiające i wyzwalające, podczas gdy tłumienie ich może prowadzić do problemów. Nauka o dialektyce wskazuje także na wewnętrzne rozszczepienie świadomości, które przyozdabia się cienką politurą zwaną ‘kulturą’. Jednak pod nią kryje się rozległy, tajemniczy i nieznany obszar podświadomości. Tak długo, jak te dwa stany świadomości pozostają rozdzielone, trwać będzie nieuchwytna i często dysharmonijna interakcja.

„Ja” ma tendencję, aby widzieć stworzenie jako stworzone wyłącznie dla niego. Myśli ono o sobie jako o centralnym punkcie, wokół którego wszystko się kręci, jako o słońcu, wokół którego obracają się planety ze swoimi księżycami, wokół którego obraca się cały wszechświat. Gdyby naprawdę tak było, musiałoby ono czuć się współodpowiedzialne za stworzenie. Ale praktyka pokazuje coś innego: egocentryczną postawę, która odrzuca odpowiedzialność za własne działania i ich rezultaty. Może to prowadzić do poczucia winy, lecz także do obojętności, samozadowolenia, samotności i wrogości.

 

„JA” NIE MOŻE SAMO SIEBIE ROZWIĄZAĆ

 

Dopóki człowiek nie doświadczy samego siebie jako ‘stwórcy cierpienia’, wszystkie jego starania, aby zasklepić wyłom pomiędzy „ja” i nie–ja będą kończyć się fiaskiem. Wciąż aktualna jest idea: Popraw świat i zacznij od siebie! Decydująca jest własna postawa życiowa. Jeżeli nie pochodzi ona z wnętrza, a jest jedynie podążaniem za narzuconym wzorem, problemy pozostają bez zmian, co najwyżej przybierają inną szatę. „Ja” nie może rozwiązać samo siebie.

Przy zastosowaniu wyrafinowanych metod, ostre krawędzie egoizmu mogą zostać wygładzone. Czasami prowadzi to do wglądu, że „ja” jest całkowicie niezdolne do stworzenia czegoś wiecznego. Staje się oczywiste, że postawy egocentrycznej nie da się utrzymać. To jest ten moment krytyczny, który trzeba przetrzymać, zanim będzie można podjąć decyzję, aby już więcej nie polegać na osiągnięciach „ja”.

Człowiek, tak dojrzały przez doświadczenie, może zrozumieć, że jest częścią mikrokosmosu. Znaczy to, że jako „ja” znajduje się w polu stworzenia, które pochodzi od Boga. Decyzja: ‘nigdy więcej’, może być pierwszą próbą wyzwolenia uszkodzonego mikrokosmosu. ‘Słońcem’ w tym systemie mikrokosmicznym nie jest więc „ja”, ale mieszkający wewnątrz Duch. ‘Księżycem’ nie jest już animus czy anima, na które człowiek projektuje swoje pragnienia i pożądania, ale Psyche: boska latentna dusza w nim. ‘Ziemią’ jest ciało, które po procesie transfiguracji stało się odpowiednim instrumentem dla Duszy Duchowej.

Kiedy nacisk może zostać przeniesiony z podwójnej, ziemskiej świadomości na pojedynczą, uśpioną boską świadomość, zrobiony zostaje krok od egocentryzmu do Chrystocentryzmu. Świadomość–ja zostaje wtedy pochłonięta w ogniu rozwijającej się Duszy Duchowej. Poprzez pięciokrotny proces, w którym „ja” powierza się przewodnictwu odnowionej duszy, która z kolei prowadzona jest przez Ducha Boga, oddzieleniu może zostać położony kres.

 

 

LITERATURA:

Misterium Błogosławieństw, Jan van Rijckenborgh. Rozkruis Pers, Haarlem, 1979.

Pragnoza Egipska. Część I, Jan van Rijckenborgh. Rozkruis Pers, Haarlem, 1982.

Manicheisme als het Christendom van vrijheid en liefde (Manicheizm jako Chrześcijaństwo wolności i miłości), R van Vliet. Kampen, 1999.

Mani’s lichtschat (Skarbiec światła Maniego). Rozekruis Pers, Haarlem, 1997.

 
 

© 1996-2005 Lectorium Rosicrucianum