Temat miesiąca, sierpień 2005
Jednym z najbardziej
fascynujących pojęć w naszym zasobie mowy jest słowo „szczęście”. Każdy
człowiek dąży do niego i pragnie go. Każdy uważa, że należy mu się
odrobina szczęścia w życiu.
Pojęcie szczęścia pojawia
się w niektórych językach dopiero stosunkowo późno i jest używane w dwóch
bardzo różnych znaczeniach.
Szczęście w znaczeniu „mieć
szczęście” i szczęście w znaczeniu „odczuwać szczęście”.
Mieć szczęście oznacza
odnieść korzyść ze (szczęśliwego) przypadku (po angielsku: luck). Tutaj można
etymologicznie wykazać związek ze staroniemieckim słowem „Gelucke”, pochodzącym
od słowa „udawać się”. Szczęście jest zatem tym, co się udało, co zostało łatwo
osiągnięte, lub też korzystnym zakończeniem jakiegoś wydarzenia.
Poczucie szczęścia jest
zarówno uczuciem, jak też stanem, w jakim może znajdować się człowiek.
Odczuwanie szczęścia jest
możliwe podczas krótkiego okresu czasu, „w chwili szczęścia”: np. przy smacznym
jedzeniu, kiedy pomyślnie zakończymy jakąś ważną sprawę, albo kiedy
doświadczamy czyjejś sympatii.
Odczuwanie szczęścia może
być jednak także mniej lub bardziej stałym uczuciem: życia „w szczęściu”, bycia
zadowolonym z życia. Stan ten można by opisać również w ten sposób, że posiada
się wszystko, co potrzebne jest do szczęścia.
Lecz pomimo to „bycie
szczęśliwym” oznacza dla każdego coś innego. Psycholodzy mówią o szczęściu,
kiedy w naszym życiu chwile odczuwane jako pozytywne przeważają nad negatywnymi
albo określają szczęście jako uczucie pełnej harmonii świadomości.
Czy szczęście można samemu osiągnąć?
„Każdy jest kowalem
własnego losu” czy też szczęścia, mówi przysłowie nie bez racji. Szczęście może
czy też musi zostać w sposób aktywny stworzone i nie powstaje tak po prostu
pasywnie, poprzez brak nieszczęścia, bólu, cierpienia albo stresu. Pozytywne
lub negatywne uczucia w dużym stopniu zależą od nas samych. Dużą rolę
przypisuje się woli szczęścia. W tym wypadku przejawia się zgodność np.
filozofii antycznej z buddyzmem i ze współczesnymi naukami neurologicznymi:
odczuwanie szczęścia jest następstwem właściwych myśli i czynów.
Bycie szczęśliwym zależy
zatem nie tylko od zadowolenia spowodowanego powstałymi okolicznościami
zewnętrznymi, ale również od postawy duchowej, z reguły związanej z jakąś formą
wiary, która nadaje własnej egzystencji nadrzędny sens.
W związku z tą kwestią w
człowieku pojawiają się ważne pytania. Są to pytania o sens jego egzystencji i
o wszystko, co jest z tym związane:
Dlaczego żyję?
Czy moje życie polega na
tym, aby tak urządzić sobie świat, by być szczęśliwym?
Co powoduję swoimi
pragnieniami, myślami i czynami?
Jak moje działanie ma się
do reszty świata?
Czy wewnętrzne pragnienie
szczęścia jest tylko fortelem natury, by człowiek w ogóle wytrzymał w tym
świecie?
Czy jest to tylko marzenie,
błędny ognik, który bez sensu pcha nas przez świat w dążeniu do osiągnięcia
czegoś nie mającego szansy na powodzenie?
Człowiek, który naprawdę
zadaje sobie te pytania, będzie musiał dokonać odkrycia, że tęsknota za
prawdziwym, trwałym szczęściem nie może zostać zaspokojona ani na płaszczyźnie
materialnej, ani na płaszczyźnie idei. Prawidłowości rządzące naszym ziemskim
życiem nie dopuszczają takiej możliwości.
Wraz z poznaniem tego
otwierają się nowe drzwi:
Człowiek uświadamia sobie,
że głębszy sens jego życia leży całkiem gdzie indziej, a mianowicie w tym, aby
wypełnić pewne zadanie. Jest to zadanie służenia temu, co wieczne w nas samych,
by boska dusza – prawdziwe jestestwo – mogła zbudzić się do życia. Zadanie to,
którego spełnienie oznacza więcej niż przemijające szczęście, łączy człowieka
ponownie z jego pochodzeniem: ze źródłem wszelkiego życia – z Bogiem.
Tak też możliwym jest, aby
człowiek doświadczył „szczęścia” bycia wołanym w swojej najgłębszej istocie
przez wieczność – pośrodku niebezpieczeństw, samotności i bezsensowności, czy
też względnego szczęścia tego świata.
Wraz z tym doświadczeniem w
człowieku budzi się też pewność, że wszelka tęsknota za szczęściem ma swą
przyczynę: jest to brak poznania jego prawdziwego źródła.
Jest to usilne ignorowanie
lub też zaprzeczanie boskiemu jądru.
Jest to utrata wieczności.
Jednak dla człowieka, który
zwraca się ku wnętrzu i stwarza ponownie miejsce dla tej boskiej zasady,
wszystko się zmienia:
to, co do tej pory odbierał
jako szczęście, cierpienie albo ból, będzie mu pomocą i łaską na jego drodze
życiowej, aż kiedyś rozpłynie się w nieprzerwanym szczęściu doskonałości.